Maciej Deja / iGol.pl|Wednesday, September 14, 2011
W najciekawszym wtorkowym spotkaniu Ligi Mistrzów Barcelona do przerwy zremisowała z AC Milan 2:2. Mistrzowie Hiszpanii przez większą część spotkania dominowali nad rywalem, jednak zawodnicy Massimiliano Allegriego wykazali się świetną koncentracją – strzelali gole w pierwszej i ostatniej minucie spotkania, a w międzyczasie stracili tylko dwie bramki.
Nie minęło nawet pół minuty, a wynik był już otwarty. Z niezrozumiałych powodów Busquets oraz Mascherano pozwolili rozpędzonemu Pato wbiec z piłką w pole karne i oddać strzał obok bezradnego Valdesa. Tym samym Milan zdobył jedną z najszybszych bramek w Lidze Mistrzów i od samego początku spotkania prowadził z Barceloną. W pierwszych pięciu minutach jedynym dowodem na to, że piłkarze „Blaugrany” nie zostali w szatni, był beznadziejny strzał Villi z dystansu. Po tym czasie gospodarze zaczęli powoli dochodzić do głosu, a pierwszą groźną sytuację pod bramką Abiattiego stworzyli Dani Alves (podawał) i David Villa (strzelał). Włoski golkiper spisał się jednak bez zarzutu. Chwilę później ze świetnej strony pokazał się Abidal, który wzorowo odebrał piłkę w okolicach środka boiska, a następnie pognał naprzód i po chwili wykańczał strzałem, wybitym na rzut rożny, podanie od Messiego. W kolejnej akcji to już Argentyńczyk wystąpił w roli głównej, w środku pola znalazł sobie dużo miejsca, po czym oddał kąśliwy strzał. Abiatti ponownie na posterunku.
Barcelona wprawiała w zdumienie niedokładnością swoich podań i brakiem pomyślunku w konstruowaniu akcji. Ewidentnie strata gola w pierwszej minucie spowodowała, że zawodnicy Guardioli stracili głowę. Póki co byli w stanie atakować bramkę mistrzów Włoch w sposób, jak na nich, nieskładny. Do wyrównania, świetnym strzałem z rzutu wolnego, omal nie doprowadził Messi, ale po raz kolejny kapitalną interwencją popisał się Abiatti. Gra toczyła się niemal wyłącznie na połowie Milanu, „Blaugrana” stale nacierała, ale albo nie potrafiła się przedrzeć przez wzorowo interweniujących Nestę i Silvę, albo była minimalnie niedokładna (jak np. David Villa przy próbie strzału nożycami). W 30. minucie gospodarzom niemal udało się zahipnotyzować Milan liczbą wymienionych podań na jego przedpolu, co skutkowało świetną okazją na wyrównanie, którą miał Messi. Tym razem to nie Abiatti, a słupek (widocznie włoski) przeszkodził gospodarzom w zdobyciu gola.
Już kilkadziesiąt sekund później „La Pulga” próbował się zemścić na łysym golkiperze rywala za niesamowite interwencje, chcąc piekielnie mocnym strzałem po ziemi połamać mu ręce. Prawie się udało, ale piłka do siatki nie wpadła. W 34. minucie boisko opuścił kontuzjowany Kevin Prince-Boateng, którego zastąpił Marco Ambrosini. Po chwili „Barca” doczekała się gola wyrównującego. Messi wyrzucił sobie piłkę tak daleko, że wielu z nas nie byłoby w stanie do niej nawet dojechać metrem. Ku zdziwieniu wszystkich, a przede wszystkim spokojnie asekurującego piłkę Ignacio Abate, Argentyńczyk zdołał dojść do piłki i zagrać ją płasko wzdłuż bramki. Do futbolówki dopadł Pedro i bez większych problemów wpakował ją do siatki obok rozpaczliwie interweniującego Abate. 1:1! W kolejnej akcji urazu nabawił się Andres Iniesta, co zmusiło go do opuszczenia boiska. W jego miejsce pojawił się Cesc Fabregas. Akcje Milanu kończyły się właściwie zanim się zaczynały, nawet jeśli Cassano czy Pato dostawali długie podanie, to momentalnie odbierali im piłkę zawodnicy w bordowo-granatowych koszulkach. Pierwszą połowę mocnym akcentem, a konkretnie atomowym strzałem Xaviego, który niewiele minął bramkę rywala, skończyli gospodarze.
Druga odsłona spotkania rozpoczęła się identycznie, mikry Katalończyk ponownie posłał w stronę Abiattiego piłkę z prędkością wprawiającą w zdumienie nawet fizyków. Na kolejne 45 minut Milan wyszedł z mocnym postanowieniem grania w piłkę. Niestety, samozaparcia starczało im na jakieś kilkadziesiąt sekund, później sytuacja z pierwszej połowy wróciła do normy. Totalna dominacja Barcelony. Swoim popisowym zagraniem, czyli traceniem władzy nad wszelkimi członkami ciała po kontakcie fizycznym z rywalem, błysnął Busquets, dzięki czemu „Barca” mogła wykonywać rzut rożny z ok. 25. metra. Do piłki podszedł David Villa i zdobył przepiękną bramkę, posyłając mocno podkręconą piłkę w okienko bramki rywala. 2:1! Trzecia bramka padłaby z pewnością w 55. minucie, ale w sytuacji, kiedy kolejny minięty przez Messiego rywal traci kontakt z rzeczywistością, Alessandro Nesta postanowił odebrać Argentyńczykowi piłkę. Interwencja na granicy faulu opłaciła się, „La Pulga” nie oddał strzału. Niewysoki napastnik ewidentnie spodobał się włoskiemu defensorowi, gdyż chwilę później chciał go pozbawić koszulki. Jako że taki sam zamiar (ale po meczu) miał sędzia, ukarał on Nestę żółtym kartonikiem.
W 64. minucie w Busquetsa postanowił pobawić się Zambrotta, ledwie dotknięty we własnym polu karnym przez Alvesa. Pan Martin Atkinson, sędzia spotkania, widać lubi takie żarty, bo po raz kolejny odgwizdał faul. Chwilę później pojawiła się statystyka posiadania piłki, która wprawiła mnie w zdumienie. 70-30 dla Barcelony. Nijak nie mogłem sobie przypomnieć, kiedy Milan „nastukał” te 30%. Nie mógł w to zapewne również uwierzyć i Carles Puyol, który wystrzelił z ławki, jednym spojrzeniem spowodował, że z boiska zszedł Seidou Keita, po czym wbiegł na plac gry i zerwał opaskę kapitańską z ramienia Xaviego. Tym samym zanotował powrót na boisko po blisko czteromiesięcznej przerwie. Obraz gry nieco się zmienił, Barcelona przypomniała sobie, że już prowadzi i nie trzeba już robić oblężenia bramki Abiattiego, albo też Milan przypomniał sobie że gol Pato liczy się jako jeden, co w porównaniu z dwiema bramkami zdobytymi przez rywala nie daje żadnego punktu w grupie, więc trzeba postarać się o kolejnego.
Milan pokusił się zatem o kilka akcji, które zakończyły się nie wcześniej niż na sześćdziesiątym metrze, a bodaj najlepszą z nich (skończyła się dopiero na polu karnym) przeprowadził Clarence Seedorf. Niestety dla doświadczonego Holendra, zabrakło mu wsparcia kolegów. W ostatnim kwadransie i Barcelonie brakowało zdecydowania w ataku, do którego nie angażowało się na tyle wielu zawodników, by wypracować klarowną sytuację. Mistrzowie Włoch po przypadkowym przechwyceniu piłki, krążącej między gospodarzami, starym zwyczajem wymieniali 2-3 podania, przesuwali się z akcją o kilkanaście metrów, po czym gubili piłkę. Co najśmieszniejsze, udało im się jeszcze zdobyć gola. Jakimś cudem piłka trafiła do Nocerino, który znalazł się z nią przy linii końcowej. Po interwencji Abidala sędzia zarządził rzut rożny, a ten fenomenalnym strzałem głową sfinalizował Thiago Silva. 2:2! Kilkadziesiąt sekund później sędzia zakończył spotkanie.
Oceny zawodników w skali 1-10:
Victor Valdes – 5,5
Dani Alves – 6
Sergio Busquets – 5
Javier Mascherano – 5,5
Eric Abidal – 6,5
Andres Iniesta – 6
Seidou Keita – 6
Xavi – 7,5
Pedro Rodriguez – 6,5
Lionel Messi –7,5
David Villa – 6,5
Cesc Fabregas – 6
Carles Puyol i Ibrahim Afellay grali zbyt krótko, by ich ocenić.
Christian Abiatti – 7,5
Gianluca Zambrotta – 6
Alessandro Nesta – 8
Thiago Silva – 8
Ignacio Abate – 6
Antonio Nocerino – 5,5
Mark van Bommel – 5,5
Kevin-Prince Boateng – 6
Clarence Seedorf – 6,5
Alexandre Pato – 7
Antonio Cassano – 5
Massimo Ambrosini – 5,5
Urby Emmanuelson i Alberto Aquilani grali zbyt krótko, by ich ocenić.