Amerykańska historia 'Golgoty' Jana Styki (część 2)
Andrzej M. Trzos|Sunday, August 15, 2010
W roku 1886 Jan Styka przyjechał na święta wielkanocne z Paryża do Kielc, na zaproszenie rodziny swojej uczennicy Lucyny Olgiatti. Owa wizyta zakończyła się ich ślubem. Młodzi natychmiast wyjechali do Paryża. Wrócili do Kilec po trzech latach, aby tu, w swoim rodzinnym domu pani Lucyna mogła urodzić syna - Tadeusza. Dokładnie w rok potem również tu przyszedł na świat drugi syn - Adam. Kilece jednak nie były miejscem, w którym Jan Styka mógł realizować swoje artystyczne plany. Na następne dziesięć lat przeniósł się więc z rodziną do Lwowa, gdzie - między innymi - powstały omawiane wcześniej cztery wielkie panoramy.
Artysta był też coraz bardziej dumny ze swoich potomków, bowiem obaj przejęli talent malarski po ojcu: Tadusz jako portrecista, zaś Adam w dzidzinie pejzażu. Ale to Tadeusz był szczególnie hołubiony przez ojca, który uważał, że jego Tadzio urodził się z pędzlem w ręku.
Rzeczywiście Tadeusz Styka, od dziecka przebywający w lwowskim, a nastepnie paryskim środowisku malarzy i pilnie uczący się sztuki malarskiej, szybko okazał się wybitnie zdolnym portrecistą, zyskując wielkie uznanie i... rzesze równie wybitnych osób chętnych do sportretowania przez niego.
Dzieląc swój czas pomiędzy Francję i Polskę odwiedził też kilka razy Amerykę. I właśnie tu postanowił osiedlić się na stałe. W roku 1929 przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie założył rodzinę i w swoim atelier w centrum Manhattanu, zajął się malowaniem portretów najsłynniejszych osobistości amerykańskich ze świata biznesowego, artystcznego i poltycznego - łącznie z kilkoma kolejnymi prezydentami USA - co przynosiło mu wielki prestiż i jeszcze większe pieniądze.
Właśnie za sugestią Tadeusza Styki - znany w Ameryce z wielkiej przedsiębiorczości mecenas sztuki Hubert Eaton - w roku 1944 odnalazł obraz "Golgota" w Chicago. Eaton wyczuwając dobry interes w pozyskaniu tak wyjątkowego dzieła - wyłożył własne pieniądze na jego wykupienie i zlecił jego renowację, co z uwagi na ogromne zniszczenie tego wielkiego płótna, trwalo niemal pięć lat. W tym czasie kosztem 1,5 miliona dolarów - co w owym czasie stanowilo znaczną fortunę - polecił wybudować specjalny obiekt do ekspozycji dzieła Jana Styki. Na miejsce budowy tego obiektu wybrał jedno ze wzgórz obok owego kalifornijskiego cmentarza w Forest Lawn Memorial Park, wychodząc z założenia, że odpowiednio eksponowany tak wielki obraz, którego tematem jest ukrzyżowanie Chrystusa, musi spotkać się z zainteresowaniem osób masowo odwiedzających ów cmentarz. Dla pełnego osiągnięcia tego celu zmienił nawet nazwę obrazu - z trudnego dla Amerykanów do skojarzenia słowa "Golgota" na "Ukrzyżowanie" - ogłoszając, że jest to największe malowidło na świecie. (Pokrywało się to z prawdą jedynie na tyle, że dwa razy większa rozmiarami "Panorama Racławicka" nie była jeszcze wtedy w Polsce eksponowana, a podobna rozmiarami „Bem i Petoffi” została z konieczności pocięta na mniejsze obrazy, zaś „Cyrk Nerona” uległ całkowitemu zniszczeniu w czasie wojny.)
Pierwszy uroczysty pokaz panoramy "Golgota" pod nazwą "Ukrzyżowanie" odbył się w roku 1951. Przedsiebiorczy Huber Eaton nie pomylił się; od tamtego czasu niemal codziennie odbywają się kolejne godzinne pokazy tego dzieła, przybierające obecnie formę niemal spektaklu filmowego i... przynoszące znaczne dochody finansowe.
Jak ten pokaz przebiega?..
Publiczność po wejściu do tego obiektu, w kuluarach zapoznaje się z informacjami dotyczącymi historii dzieła Jana Styki i ogląda pamiątki po nim, a także po naszym słynnym rodaku Ignacym Paderewskim, przedstawianego tu między innymi jako inspiratora namalowania "Golgoty".
Gdy publiczność wchodzi do sali przeznaczonej na pokaz - wielka panorama jest dla niej niewidoczna, gdyz zasłania ją lekka kurtyna. Wraz z gasnącymi na widowni lampami, narasta nastrojowa muzyka i w pełnej ciemności kurtyna zostaje podniesiona. Po chwili punktowe, nasilające się z góry światła zaczynają wydobywać z ciemnego wciąż obrazu kolejne jego fragmenty. Ukazują się wzgórza: Skopus, Oliwne, Gidead i Moab, droga z Samarii i grota Jeremiasza, fragmenty Jerozolimy: pałac Heroda, domy Annasza i Kajfasza... Narrator opowiada historię sądu Piłata, drogi krzyżowej i ukrzyżowania. Światła z reflektorów przesuwją się po odpowiednich fragmentach panoramy: tu ukazując grupę świadków Męki Pańskiej - Józefa z Arymatei i Pawła, tu rzymskich żołnierzy, tam Matkę Boską w otoczeniu kobiet i modlącego się św. Jan Ewangelistę, gdzie indziej skupione grupy mieszkańców Jerozolimy oczekujących na ukrzyżowanie Chrystusa... Ze stereofonicznego nagłośnienia słychać okrzyki tłumu, przekleństwa, śmiech i lamenty, świsty bicza, jęki... Niezliczone postacie dramatu jakby ożywają pod wpływem ruchomych świateł, zdają się biegać, krzyczeć, przyżywać strach i cierpienie. Tylko Chrystus, w świetle promieni spadających na niego z pomiędzy ciemnych chmur, stoi wciąż nieruchomo nad leżącym na ziemi krzyżem, koncentrując na sobie uwagę widzów... Przy ostatnich potężnych akordach muzycznych, rozsuwają się jeszcze dodatkowe boczne kurtyny, ukazując w jaskrawym świetle pełną panoramę dzieła naszego mistrza.
Zrywają się burzliwe oklaski i okrzyki uznania. ęle jest to niejako odruch, bowiem wyjście publiczności z sali odbywa się już w pełnej ciszy i w gębokim skupieniu.
I takie jest wyjaśnienie słowa TAK, jako odpowiedzi na pytanie postawiona we wstępie do pierwszej części tego reportażu. Dodajmy, że w uznaniu dla dzieła Jana Styki - jego prochy sprowadzono w roku 1959 z Rzymu do Forest Lawn Memorial Park i złożono w Kwaterze dla Nieśmiertelnych, znajdującej się opodal miejsca ekspozycji jego wielkiego dzieła malarskiego. W tym samym miejscu - 5 lat wcześniej - pochowano Tadeusza Stykę, także artystę zasłużonego dla kultury amerykańskiej, którego dzieła znajdują się w najbardziej ekskluzywnych miejscach Ameryki - choć... najczęściej są to domy prywatne.
Analizując to, co zostało tu przedstawione - nieodparcie nasuwa się myśl, że mamy do czynienia z historią w stylu typowo amerykańskim! Ambitny, ale dobroduszny polski artysta wysyła do Ameryki swoje wybitne dzieła na wystawę, która z trudem dochodzi do skutku, bo albo nie ma pomieszczenia na prezentacje dużych rozmiarów płótna, albo obrazy wędrują na prywatną aukcję, z ktorej dochód z kolei miał powędrować do prywatnej kieszeni organizatorów wystawy. W "podzięce" za to, że jednak wystawa odbyła się - znaczna część obrazów płonie. Pozbawiony w ten sposób pozyskania środków finansowych twórca tych obrazów, a dobity jeszcze bezwzględnymi żądaniami amerykańskiego fiskusa, musi poddać się rygorowi konfiskaty jednego z najslyniejszych swoich dzieł i wyjechać z Ameryki bez możliwości jego odzyskania. Po niemal 40. latach odnajduje je przedsiębiorczy Amerykanin, inwestuje w nie, wystawia w odpowiednim miejscu i atrakcyjnej oprawie - czyniąc z tego dobrze prosperujący biznes, który trwa do dziś i z pewnością trwać będzie jeszcze przez długie lata.
W tej sytuacji uznano, iż społeczności polskiej w Ameryce powinno wystarczyć, że twórca tego wielkiego dzieła, polski artysta Jan Styka, pośmiertnie został łaskawie ulokowany w Kwaterze Nieśmiertelnych. Zaś jego spadkobiercom - pozbawionym jakichkolwiek praw do tego dzieła - pozostaje tylko nadzieja, że z powodu namalowania przez ich dziadka ukrzyżowania Chrystusa za akceptacją mieszkańców Jerozolimy - nikt ich nie obwini o to, że w ich żyłach płynie antysemicka krew. Choć w Ameryce nigdy nic nie jest z góry przesądzone.
Andrzej M. Trzos
Dodaj komentarz
• Dziękuję Panie Andrzeju za świetny, profesjonalny artykuł. Ale jestem zaskoczona brakiem komentarzy, gdy progress zamieszcza coś tak wartościowego o naszej amerykańskiej historii, podczas gdy wałkuje się sprawy innego krzyża niż ten na Gogocie, to chętnych do zabierania głosu nagle pojawiają się dziesiątki. I oto głębia mentalności środowiska polonijnego!
Monday, August 16, 2010 | Renata
• Brawo! Znakomity artykul!Dziekuje i prosze o wiecej takich ciekawych historii o naszych rodakach przebywajacych w Ameryce.Z pewnoscia jest ich cala plejada i to z roznych dziedzin sztuki i nauki.
Dobrzeby bylo,gdyby Pan, Panie Andrzeju,jak wspomniala Pani Renata ponizej ,tak profesjonalnie karmil nasza dusze , historiami pieknych postaci Polakow j a k n a j c z e s c i e j!!!
Monday, August 16, 2010 | Mirella