Imieniny: Gabrieli, Marka, Seweryna
Home NewsOpinieAmerykaChicagoEkonomiaPoloniaSportImprezyKomunikatyHumorKulturain EnglishRozne Multimedia Galeria

►►► Jesteś na Archiwalnej stronie serwisu Progress for Poland ► Strona Główna

Wspomnienie Żydów grochowskich

Rafał Wodzicki|Wednesday, July 10, 2013

-->
Rozne
 30 czerwca odbyła się wycieczka po warszawskim Grochowie śladami żydowskimi. Prowadziła dr Maria Cieśla, której (wraz z koleżanką) zawdzięczamy odkrycia na ten temat. Dlaczego warto o tym wspomnieć, aż w chicagowskiej gazecie? Ano jest to w znacznej części historia światowa, a także należy pamiętać, że temat ten był przez lata zapomniany w historii Polski. Pozwalało się to rozwijać absurdalnym zachowaniom różnych ludzi, którzy zamiast zajmować się doskonaleniem własnych osobowości – zajmują się atakami na Żydów, rzekomo złych en masse i wszystkiemu winnych.  

 Nie warto oczywiście rozpisywać się na temat historii stricte warszawsko-dzielnicowych, ale jest są rzeczy bardzo ważne: prototyp izraelskich kibuców na Witolinie, a także otarcie się o Hollywood. Gmina żydowska wystąpiła do carskich władz Warszawy o zgodę na utworzenie trzeciego cmentarza. Okazał się on jednak niepotrzebny po I wojnie z powodu znacznego zmniejszenia się ilości Żydów w Warszawie. Syjoniści wskazali wtedy na konieczność przygotowania ludzi do utworzenia państwa żydowskiego w Palestynie. Osadnictwo żydowskie tam zostało zapoczątkowane w 1841. Potem powstawały kolejne osady. Było to związane z prześladowaniami Żydów jako narodu rozproszonego na świecie.
    Pierwszy zorganizowany napływ grup żydowskich do Plestyny miała miejsce w latach 1881-1903. Druga fala napłynęła w latach 1904-1913. Było już kilkadziesiąt kolonii, w tym 14 spółdzielczych ferm nazywanych kibucami (hebr. zgromadzenie, kolektyw). Trzecia fala była już w interesującym nas okresie 1919-1923, czyli zaraz po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

      Spotykało się to z coraz większym oporem arabskim. Palestyna jednak nie była samodzielnym państwem i podlegała władzy obcej. Nie było żądnych rozwiązań systemowych... Żydzi byli przekonani, że tam pojadą i założą państwo, jakby na pustym terenie, nie biorąc pod uwagę przemian jakie zachodziły przez tysiąclecie. W każdy razie do takich przygotowań potrzebne były instytucje i odpowiedni teren, szczególnie w Polsce. Powróćmy jednak na Grochów.

    W 1916 r. został on przyłączony do Warszawy. Na rozległych zalewowych i piaszczystych terenach powstał okręg Grochów (17.) – największy w Warszawie, z powodu małej gęstości zaludnienia rozległego terenu obejmującego rozciągnięte wzdłuż ulicy Grochowskiej tereny słynnej bitwy z 1831 r. Wzdłuż tej ulicy postępowała powolna urbanizacja pod patronatem Towarzystwa Przyjaciół Grochowa.

    W 1919 roku Żydzi zaczęli tworzyć gospodarstwo rolne na terenach Witolina. Było to dokładnie naprzeciwko słynnego z Warszawianki Wyspiańskiego pałacyku (tylko dlatego przetrwał) rzekomej kwatery głównej generała Chłopickiego w czasie bitwy grochowskiej. Odpowiednia organizacja o nazwie Hechaluc ( hebr. osadnik, pionier), została zarejestrowana w 1926 roku. W roku zamachu majowego, kiedy to Piłsudski udawał się do XVII komisariatu Policji Państwowej, który był jego bazą - właśnie Grochowską.

    Gospodarstwo organizowali młodzi ludzie nie mający początkowo pojęcia o rolnictwie. Uznali za to za stosowne nauczyć się nietypowego dla Żydów zawodu rolnika, bo przecież w Palestynie nie tylko handlowców i inteligentów będzie potrzeba. Z czasem zatrudniono polskich specjalistów od rolnictwa. Na przedwojennych planach Warszawy widać, że siatka ulic – często wtedy gruntowych lub planowanych, kończy się na linii ulicy Witolińskiej. Tu właśnie był adres fermy: Witolińska 43.powierzchnia gospodarstwa wynosiła 30 hektarów. Dziś pod tym adresem mieści się resztka zburzonych zabudowań spółdzielni i domu pamiętającego czasu fermy. Działkę próbuje się sprzedać. Niemniej pojawiają się tu izraelskie wycieczki.


        Warto podkreślić, że działo się to w tym czasie, gdy żydowski radny witał niepodległość Polski, która miała być matką dla narodu żydowskiego. Tekst ten, odnaleziony przeze mnie w dzienniku urzędowym Warszawy - cytowałem niedawno. Widać więc, że w narodzie żydowskim było wiele prądów, z których jeden zakładał utworzenie państwa w Palestynie, do czego przygotowywali się bardzo metodycznie choć nie biorąc pod uwagę tego, co tam jest aktualnie. W fermie ludzie przebywali na kilkuletnich turnusach, a więc załoga się zmieniała. Doskonalono też poziom  profesjonalny gospodarstwa – zatrudniano polskich specjalistów.

    W związku z tym, że w 1916 r. tereny te przyłączono do Warszawy, zbudowano na pobliskiej ulicy Grochowskiej linię tramwajową, którą poprowadzono już od 1925 roku linię 24 łączącą Wielką Warszawę ze śródmieściem i Pragą, dużym skupiskiem żydowskim. Ten tramwaj występuje w wielu tekstach wspomnieniowych na temat fermy... Była też na Grochowskiej (dawny trakt brzeski) kolej wąskotorowa – karczewsko-jabłonowska, często używana przez Żydów mających interesy także dalej, poza Warszawą. Na fermie pełniono straż, także nocą. Współpracowano ze wspomnianym XVII komisariatem Policji Państwowej, dokąd często chodzono. Zdziwienie budził udział w tym także kobiet.    

    Choć takich gospodarstw było kilka w Polsce, to grochowskie było najważniejsze (po wojnie istniało krótko podobne na Śląsku: nazywało się Grochów). Tutejsze tereny w znacznej mierze przypominały Palestynę. Wyhodowano specyficzny tamtejszy rodzaj trzciny, służący do tworzenia płyt budowlanych, który sprzedawano w okolicy. Dość zadziwiające jest to, że sama nazwa tej części Grochowa – pochodzi od imienia syna Zajdla – słynnego ogrodnika, który zakupił spory kawałek grochowskich terenów. Można się zastanawiać jak możliwe były niebyt daleko od siebie ogrodnictwo i pustynna ferma. W każdym razie Żydzi mieli też swoje święto plonów.  

    W czasie tym bywali tu ludzie znani później w historii Polski: wielu członków dowództwa powstania w Warszawie z Mordechajem Anielewiczem, ale też Janusz Korczak, który podobno też zastanawiał się nad wyjazdem do Palestyny. Janusz Korczak – mając swoją kolonię na Czaplowiźnie początkowo był w konflikcie z organizatorami fermy, którzy traktowali go jako naturalne zaplecze. Jak jednak przekazał mi sąsiad – później bywał tu nawet ze swoimi dziećmi.

Nieoczekiwanym faktem jest działalność tej fermy aż do 1940 roku. Pewien gestapowiec nawet pomógł załatwić dla niej konia. Niemcy uważali jeszcze, że praca tam jest przydatna dla nich.

    Przez lata powojenne wiedza na temat Grochowa była fragmentaryczna. Sprowadzała się do wspominania bitwy grochowskiej. Dziś możemy odkrywać wiele nowych szczegółów. M. in. jak czule wspominana jest ta ferma, będąca prototypem izraelskich kibuców, w Izraelu. We wspomnieniach występuje nawet – jeżdżący tu do dziś - tramwaj linii 24, którym dojeżdżało się tutaj, jak i na kolonie Korczaka.  

    Na terenach tych kręcił swoje filmy niejaki Grynberg, potem okresowo pracujący w Hollywood. Widać w nich pejzaże grochowskie. M. in. pomiędzy zbudowanymi tu dekoracjami przedstawiającymi rynek żydowskiego miasteczka widać miejscowe domy. Całkiem przypadkowo w niedalekiej kamienicy przy ul. Grochowskiej 83 uplasowała się Szkoła Filmowa i Telewizyjna, gdzie chciano stworzyć izbę pamięci Grynberga. Niestety, nie zgodził się syn mieszkający koło Cannes... I tak to zapyziały wtedy Grochów (Witolin) otarł się o historię światową, splatając się po raz kolejny z historią Polski.

    Rafał Wodzicki

    Na zdjęciu:ulica Witolińska z Grochowskiej. Numer 43 jest w głębi przed blokiem. Foto autora

Home Redakcja Ogłoszenia Kontakt Galeria Poradnik Emigranta Kultura Sklep